Jesteś farmaceutą, nie chcesz sprzedawać pigułek „dzień po”?

dodane 2015-01-27 08:19

Ordo Iuris

W związku z wprowadzeniem sprzedaży bez recepty pigułek „dzień po” Instytut Ordo Iuris przygotował oświadczenie, które powinno ułatwić aptekarzom w uniknięciu ewentualnych konsekwencji prawnych, które mogłyby wynikać z odmowy sprzedaży preparatu zawierającego octan uliprystalu.

Jesteś farmaceutą, nie chcesz sprzedawać pigułek "dzień po"? MAREK PIEKARA /foto gość

Oto tekst oświadczenia:

W związku z dopuszczeniem do sprzedaży na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej środka „ellaOne” bez recepty, informujemy, że w świetle badań preparat „ellaOne” ma m.in. działanie embriotoksyczne, wczesnoporonne oraz powodować może ciążę pozamaciczną, która jest niezwykle niebezpieczna dla życia kobiety. W związku z powyższym udostępnianie tego produktu bez konsultacji ze specjalistą jest groźne dla życia i zdrowia pacjentów. Pracownik apteki nie ma możliwości zbadania osoby chcącej zażyć ten preparat tak, aby wykluczyć okoliczności zabraniające jego przyjęcia i tym samym uchronić się przed ewentualną odpowiedzialnością karną.

W przypadku wywołania negatywnych skutków przez produkt „ellaOne” działający samodzielnie pracownik apteki może na podstawie art. 156 i 157 kodeksu karnego podlegać odpowiedzialności karnej za spowodowanie uszczerbku na zdrowiu lub jego rozstroju. Ponadto, sprzedaż tego środka bez wskazania lekarza wiąże się z ewentualną odpowiedzialnością za nieumyślne narażenie człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu wynikającą z art. 160 kk, a nawet nieumyślne spowodowanie śmierci (art. 155 kodeksu karnego). Niezależnie od tego, farmaceuta ponosi odpowiedzialność cywilną na podstawie art. 415, art. 430, art. 446 § 4 kodeksu cywilnego oraz odpowiedzialność zawodową na podstawie art. 45 ustawy z dnia 19 kwietnia 1991 r. o izbach aptekarskich (t.j. Dz.U. 2014, poz. 1429, 1491).

W związku z powyższym, z uwagi na wysoce prawdopodobne, negatywne skutki działania oraz właściwości tego produktu, w związku z odpowiedzialnością prawną za sprzedaż tego środka, nie prowadzimy jego odręcznej sprzedaży.

Zobaczyć tajemnicę nieprawości

Zobaczyć tajemnicę nieprawości

Franciszek Kucharczak

Niedaleko Oświęcimia jest miejsce, o którym ks. Tischner napisał: „Prawdziwy Oświęcim jest tutaj”.

Byłem kiedyś w Harmężach koło Oświęcimia. Stoi tam klasztor franciszkanów konwentualnych. Ziemia tam dokoła żyzna jak mało gdzie – wysypano tam wiele ton ludzkich prochów. Bardzo prawdopodobne, że są wśród nich szczątki św. Maksymiliana Kolbego. W kościele też są pamiątki po niezwykłym kapłanie – najważniejszą jest przywieziony tu ze Lwowa obraz Matki Bożej Niepokalanej, przed którym modlił się młody Rajmund Kolbe – późniejszy Maksymilian.

Ale jest tam też inna niezwykła rzecz. Franciszkanie mają przy kościele stałą ekspozycję „Klisze pamięci”. Składa się z prac Mariana Kołodzieja (tego samego, który zaprojektował słynny ołtarz-żaglowiec dla Jana Pawła II w Gdańsku), byłego więźnia KL Auschwitz. Artysta, który trafił do obozu już pierwszego dnia jego istnienia, po wyzwoleniu nie chciał wracać do tamtych czasów. A jednak pod koniec życia zdecydował się stworzyć grafiki, nawiązujące do potworności obozowego życia. Pochłonęło go to bardziej niż ktokolwiek – a zwłaszcza on sam – mógł przypuszczać. Stworzył dziesiątki prac, których zasadniczą treścią jest koszmar tamtego czasu. W efekcie powstała wystawa tak wstrząsająca, że ks. Józef Tischner, po jej zwiedzeniu, napisał: „Moja reakcja jest taka: prawdziwy Oświęcim jest tutaj. I to właściwie wszystko, co mogę powiedzieć”.

Rzeczywiście, po zobaczeniu czegoś takiego trudno znaleźć słowa. I trudno myśleć o czymś innym. W pamięci kotłują się setki postaci o wychudzonych twarzach i dużych oczach, przedstawione karykaturalnie, ale chyba właśnie dlatego prawdziwie: bo też, choć Auschwitz był faktem, to ten fakt był karykaturą rzeczywistości. Niełatwo znaleźć w historii świata coś równie niezgodnego z naturą, coś równie wykrzywionego, jak to, co stało się tam. Pewnie dlatego ta wystawa rodzi takie odczucia. Człowiek, będąc tam, czuje się osaczony niewyobrażalnym nieszczęściem, smutkiem i poczuciem bezradności. Ale z tego morza zła wyłania się coś szczególnego: postać Maksymiliana Kolbego. Nie znam piękniejszych i bardziej przejmujących wyobrażeń tego świętego od tych, które stworzył Marian Kołodziej. Szczególnie poruszająca jest scena z bunkra głodowego, w którym nad kapłanem, umierającym wśród odzianych w skórę szkieletów, pochyla się cierpiący Chrystus w wielkiej koronie cierniowej – podobnie wychudzony i jeszcze bardziej obolały.

Artysta miał do św. Maksymiliana bardzo osobisty stosunek. Był jednym z tych, dla których ofiara świętego była promieniem światła w ciemności. Do końca życia pamiętał, jak potężne wrażenie w całym obozie wywołał czyn Kolbego. O tym wszyscy długo mówili i wielu wtedy otrzymało siłę do dalszego życia, nawet w warunkach obozu.

Marian Kołodziej ofiarował swe niezwykłe dzieło franciszkanom w Harmężach, sam także – jako zawodowy scenograf teatralny – opracował całą aranżację ekspozycji.

Byłem w obozie Auschwitz kilka razy, ale nigdy mocniej nie przemówiła do mnie tamta rzeczywistość niż wtedy, gdy wszedłem do pomieszczeń z pracami Mariana Kołodzieja. Zdjęcia, nawet najbardziej drastyczne, pokazują rzeczywistość zatrzymaną w ruchu, grafiki, zwłaszcza pochodzące od świadka, potrafią ten ruch ożywić.

Mógłby ktoś zapytać, po co to ożywiać, po co powracać do koszmaru. Myślę, że to ma wielki sens. Dobrze jest czasem przyjrzeć się „tajemnicy nieprawości”, bo to pokazuje, do czego zdolny jest człowiek, gdy zamiast Boga ubóstwi sam siebie. Nigdzie też tak mocno, jak właśnie tam, nie uświadomiłem sobie, jak dalece wolny jest człowiek, którego Panem jest Jezus. I jak uwalniająca dla innych może być czyjaś świętość.

W Harmężach świętość o. Maksymiliana jest szczególnie wyczuwalna.

Po zwiedzeniu wystawy wszedłem do kościoła. Musiałem wejść – trudno było to wszystko pomieścić. I klęczałem długo przed obrazem Maryi, tym samym, przed którym młody Kolbe złożył przyrzeczenie. „Obiecałem Najświętszej Maryi Pannie, królującej w ołtarzu, że będę walczył dla Niej, ale nie wiedziałem jak” – zapisał potem w notatniku.

No tak. Człowiek nie wie, jak mu przyjdzie walczyć. Ale nie musi wiedzieć. Ważne, żeby, niezależnie od warunków, w jakich się znajdzie, walczył po właściwej stronie. W Harmężach szczególnie dobrze widać, która strona jest właściwa.

Protest

Pigułki „dzień po” – wyślij protest do ministra

dodane 2015-01-27 12:16

Ordo Iuris

Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris apeluje do Ministra Zdrowia Bartosza Arłukowicza o natychmiastowe wycofanie z polskiego rynku farmaceutycznego preparatów zawierających octan uliprystalu (substancja czynna „ellaOne”) oraz stworzenie prawnego zakazu stosowania tego typu środków.

Pigułki "dzień po" - wyślij protest do ministra PhilipLaTorre / Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz

Ordo Iuris wzywa również inne organizacje społeczne o poparcie apelu i wysłanie go wraz z podpisem na adres Ministerstwa Zdrowia: kancelaria@mz.gov.pl, Kancelarii Premiera: kontakt@kprm.gov.pl, Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych: ndl@urpl.gov.pl oraz do wiadomości Ordo Iuris: apel@ordoiuris.pl.

Treść apelu:

W związku z dopuszczeniem do sprzedaży na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej środka „ellaOne” bez recepty apelujemy do Ministerstwa Zdrowia o jak najszybsze podjęcie działań zmierzających do zmian w ustawie – Prawo farmaceutyczne, które uchronią kobiety, a zwłaszcza młode dziewczęta, przed poważnymi konsekwencjami, jakie niesie dla organizmu kobiety octan uliprystalu.
Octan uliprystalu, czyli substancja czynna preparatu „ellaOne”, obok działania antykoncepcyjnego polegającego na hamowaniu owulacji, wykazuje podobne właściwości jak mifepryston, czyli składnik niesławnej pigułki aborcyjnej RU486. W okresie około owulacyjnym preparat ten nie może już hamować rozpoczętej owulacji i ma wówczas działanie wczesnoporonne. Oddziaływuje on bowiem na receptory progesteronu, doprowadzając m.in. do zmian w endometrium, których skutkiem może być uniemożliwienie zagnieżdżenia się zarodka i jego obumarcie.

W świetle Dyrektywy 2001/83/WE, sprzedaż zarówno środków antykoncepcyjnych jak i wczesnoporonnych może być nie tylko ograniczona, ale również i zakazana przez państwa członkowskie Unii Europejskiej. Domagamy się zatem stworzenia warunków prawnych umożliwiających realizację uprawnienia z art. 4 pkt 4 Dyrektywy, ponieważ polski ład konstytucyjny chroni życie ludzkie od momentu zapłodnienia, również przed momentem zagnieżdżenia się w macicy. Trybunał Konstytucyjny podnosi bowiem, że życie dziecka poczętego „pozostaje pod ochroną prawa od chwili poczęcia, zaś wszelkie czyny zmierzające do pozbawienia go życia, w tym w szczególności przerwanie ciąży, są generalnie zakazane” (wyrok TK z 28.05.1997 r., K 26/96).

Tym samym, brak norm prawnych, które uniemożliwiają ochronę życia ludzkiego przed działaniem uliprystalu, należy uznać za zaniechanie legislacyjne tworzące stan niezgodności prawa stanowionego z Konstytucją RP. Dlatego domagamy się stworzenia prawnego zakazu stosowania preparatów zawierających octan uliprystalu i innych podobnie działających substancji. Jest to niezbędne również ze względu na pozostałe działanie toksyczne tych substancji. Octan uliprystalu w szczególności może:

  • powodować zaburzenia i rozregulowanie cyklu menstruacyjnego,
  • istotnie zwiększać ryzyko wystąpienia ciąży pozamacicznej,
  • powodować torbiele jajników,
  •  skutkować patologicznymi krwawieniami z macicy,
  • zwiększać ryzyko udaru mózgu,
  • mieć działanie embriotoksyczne,
  • prowadzić do poronienia

Mając na uwadze szkodliwość substancji czynnej preparatu „ellaOne” – octanu uliprystalu – dla organizmu kobiety, jego potencjalnie wczesnoporonne działanie oraz istotne zagrożenia płynące z jego zażycia zarówno dla ciężarnej, jak i poczętego dziecka, oraz uwzględniając treść rozwiązań unijnych i polski ład konstytucyjny, zobowiązujący do ochrony życia ludzkiego od momentu zapłodnienia, octan uliprystalu powinien być substancją wycofaną z polskiego rynku farmaceutycznego.

Pigułka pod Trybunał

W dzisiejszym wydaniu „Naszego Dziennika” opublikowano rozmowę z prof. Krystyną Pawłowicz Czy przepisy unijne, które dopuściły sprzedaż poronnego preparatu zawierającego octan uliprystalu bez recepty, są dla Polski obligatoryjne? – Media i rząd w różny sposób interpretują przepisy unijne w tym względzie: jedni mówią, że „Unia każe”, inni z kolei – że jest to jej decyzja, a jeszcze inni, że to jest jakieś jej zalecenie. Rzecz jest w zasadzie prosta. Otóż wystarczy spojrzeć do traktatu o funkcjonowaniu UE, który wprowadza zasadę, że Unia wykonuje tylko kompetencje, które są traktatami wyraźnie jej przydzielone.Wszystkie kompetencje UE dzielą się na: wyłączne – przekazane przez państwo członkowskie na wyłączność Unii, kompetencje dzielone – wykonywane przez Unię i przez państwo członkowskie, wreszcie kompetencje tzw. koordynowane, do których zaliczono m.in. sprawy ochrony zdrowia publicznego. W obszarach wyłącznych Unia ma wiążące decyzje w sprawach wskazanych jej traktatem przez Polskę. W sprawach dzielonych może być różnie. Natomiast w grupie spraw, które są tylko koordynowane bądź wspierane przez UE, Unia nie może wydawać żadnych władczych decyzji. Może co najwyżej wydać jakieś zalecenia. „Zalecenia” nie mają charakteru władczego, co jasno wynika z samych traktatów, które określają zalecenia i opinie organów unijnych jako niewiążące i niewładcze. Trzeba pamiętać, że częścią traktatu jest Karta Praw Podstawowych. Polska dopisała się do tzw. protokołu brytyjskiego i podpisała się pod dwoma deklaracjami dotyczącymi tej Karty, które uniemożliwiają ingerencję Unii na podstawie tej Karty w obszar obyczajowości, moralności publicznej, spraw rodzinnych, małżeństwa, ochrony godności ludzkiej, poszanowania fizycznej i moralnej integralności człowieka itd. W tych obszarach nadal znacznie się z Brukselą różnimy. – System wartości realizowany przez UE jest inny niż system wartości określony w polskiej Konstytucji. My szanujemy życie, nasze chrześcijańskie korzenie. Oni się tych wartości i tej historii wypierają. Sprawa tego preparatu jest tego najlepszym przykładem. To, co Unia nazywa lekiem, jest w istocie środkiem wczesnoporonnym, wymierzonym przeciwko życiu. Pigułka ta nie jest lekiem, co próbują nam wmówić polski minister zdrowia i pani premier Kopacz oraz urzędnicy unijni, nakłaniając państwa członkowskie do jej rozpowszechniania. Jest to kłamstwo propagandowe unijnych środowisk lewackich oraz nadużycie przez nich władzy. Nie jest zatem prawdą, że Polska musi wprowadzić na swój narodowy rynek tę pigułkę. Unia może wykonywać bowiem tylko kompetencje wyraźnie przekazane jej w traktatach. Drogi Czytelniku, cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”. Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym IK NaszDziennik.pl

Artykuł opublikowany na stronie: